Ładne takie lubię. Kreseczkowe. Naszmyrkane. Małymi kroczkami, małymi rączkami. Tak sobie to wyobrażam. Że ktoś kto robi takie rysunki ma małe rączki i małe ołóweczki. Takie pogryzione. Littleisdrawing znajdziecie tu. Przy okazji mogę dodać, że ta kobitka po prawej to jakby mój portret po wszystkich ostatnich nocnych szaleństwach z papierem... Tak mniej więcej teraz wyglądam. I tak się czuję.
25.5.12
23.5.12
opowieści o zwyczajnym szaleństwie
Przepis na szaloną noc? Mocna kawa trochę przed północą, stos papieru do postarzenia, zapach akacji za oknem, ćmy i komary pchające się przez otwarte balkonowe drzwi. Sąsiadka z naprzeciwka wychodząca o wpół do czwartej do pracy (dzięki niej nie muszę sprawdzać która jest godzina). Zaraz potem wschód słońca. Do tego jeszcze Strzały Znikąd w Trójce, a po Strzałach już tylko cisza i śpiew ptaków. Od czwartej ptaki szaleją :)
Potem o 7 budzenie Młodej i wymarsz do przedszkola. Gdyby nie ten rześki spacer na pewno bym usnęła przed śniadaniem... Albo w trakcie.
Przepis na szalony tydzień? Cztery szalone noce na siedem możliwych. Uda mi się.
Potem o 7 budzenie Młodej i wymarsz do przedszkola. Gdyby nie ten rześki spacer na pewno bym usnęła przed śniadaniem... Albo w trakcie.
Przepis na szalony tydzień? Cztery szalone noce na siedem możliwych. Uda mi się.
Życzcie powodzenia ;)
B.
17.5.12
***
Nie taki dziś ponuracki dzień jak go malują :) Całkiem miło tak siedzieć sobie w suchym, ciepłym mieszkanku, popijając piernikową kawę... Wiem dobrze co mówię, doceniam i cieszę się po tym, kiedy rano biegłyśmy z Małą półtora kilometra do przedszkola. Ulewa, wiatr, 5 stopni... Najpierw jej parasolka się połamała, potem moja. Poddałam się i zaproponowałam żebyśmy wróciły do domu. Nadi ucięła to krótkim "nie" i nie było wyjścia - poszłyśmy dalej. Nie powiem, że radośnie i ochoczo.
Dlatego teraz doceniam moją ciepłą kawę bardziej niż zwykle. Ciepłą kawę i suche stopy ;)
Poniżej kilka ujęć z pracowni, Ashki ostatnio pytała :) To piękne drewniane coś, jakby śruba to części moich wymarzonych introligatorskich pras, które ostatnio przyszły. Pięknie wyglądają i pięknie pachną surowym drewnem. Wszystkie ujęcia pokazują kącik Nadi, sprytnie wybrane, tylko tam jest w miarę czysto. W końcu to pracownia :) Wszelkie próby posprzątania spełzają na niczym.
Dlatego teraz doceniam moją ciepłą kawę bardziej niż zwykle. Ciepłą kawę i suche stopy ;)
Poniżej kilka ujęć z pracowni, Ashki ostatnio pytała :) To piękne drewniane coś, jakby śruba to części moich wymarzonych introligatorskich pras, które ostatnio przyszły. Pięknie wyglądają i pięknie pachną surowym drewnem. Wszystkie ujęcia pokazują kącik Nadi, sprytnie wybrane, tylko tam jest w miarę czysto. W końcu to pracownia :) Wszelkie próby posprzątania spełzają na niczym.
deszczowe buziaki i narka joł ;)
B.
10.5.12
świeżości
Ale znalazłam piękne :) Wszystko podoba mi się w tych wnętrzach, nawet ten okropny niebieski, którego normalnie nie znoszę (w tym odcieniu właśnie). Tu pasuje i mogłabym tam wejść i zamieszkać z miejsca. Światło fenomenalne. Zwłaszcza jeśli chodzi o ilość. Dużo bieli, na której punkcie nadal mam świra. Póki nie pomaluję sobie całego mieszkania na biało pewnie mi nie przejdzie. Zdjęcia pochodzą stąd. Jest ich więcej :) Nawiasem mówiąc bardzo inspirujący blog, polecam.
buziaki :)
B.
9.5.12
***
szpitalne klimaty. schody w nieziemsko niebieskim odcieniu, takim jakiego nie cierpię. dlatego mnie zaintrygowały. pamiętam je jeszcze z dzieciństwa, choć wtedy były zielone. w równie okropnym odcieniu.
5.5.12
karuzele skutery rodeo
Najpierw koniecznie klik do posłuchania. Do słuchania i oglądania na raz.
Wybraliśmy się ostatnio na karuzelę. "Wielki dzień i wielka chwila..." Nadi oczywiście. Czekała, czekała i się doczekała. Przez kilka ostatnich dni słyszałam tylko o tym. I czy możemy pójść zobaczyć tylko. I czy możemy na zjeżdżalnię tylko. No dobrze, to tylko zerknąć. Tylko na chwilkę...
Gdy patrzyłam na światełka, przypominały mi się magiczne chwile z dzieciństwa... Dlatego chciałam iść w nocy. Mój jedyny warunek. Żeby światełka. Nawet poczułam to samo powietrze przez moment, jeśli to w ogóle możliwe. Migawki z liceum, kiedy ktoś też zabrał mnie na karuzelę...
Dla Nadi największą atrakcją był dmuchany namiot z tunelami i zjeżdżalniami. Młoda :) Choć gołym okiem było widać, że najlepiej bawiła się na czymś w rodzaju pajęczyny... Nie mam pojęcia jak to się nazywa. Związana bardzo elastycznymi gumkami odbijała się od małej trampolinki po 5 m w górę. Myślałam, że będzie przerażona. Ale jak to matka może się pomylić... Śmiała się jak wariat.
Jedne z pierwszych zdjęć moim nowym, wymarzonym aparatem. Musiałam się pochwalić :) Choć prawda jest okrutna - nie umiem robić zdjęć, nawet najbardziej wypasionym sprzętem. Takich, jak bym chciała. Podszkolę się. Teraz muszę.
Ostatnie idealnie oddaje osobowość mojego dziecka :) Nie do zapisania na żadnych nośnikach. Biegająca bomba zegarowa.
Wybraliśmy się ostatnio na karuzelę. "Wielki dzień i wielka chwila..." Nadi oczywiście. Czekała, czekała i się doczekała. Przez kilka ostatnich dni słyszałam tylko o tym. I czy możemy pójść zobaczyć tylko. I czy możemy na zjeżdżalnię tylko. No dobrze, to tylko zerknąć. Tylko na chwilkę...
Gdy patrzyłam na światełka, przypominały mi się magiczne chwile z dzieciństwa... Dlatego chciałam iść w nocy. Mój jedyny warunek. Żeby światełka. Nawet poczułam to samo powietrze przez moment, jeśli to w ogóle możliwe. Migawki z liceum, kiedy ktoś też zabrał mnie na karuzelę...
Dla Nadi największą atrakcją był dmuchany namiot z tunelami i zjeżdżalniami. Młoda :) Choć gołym okiem było widać, że najlepiej bawiła się na czymś w rodzaju pajęczyny... Nie mam pojęcia jak to się nazywa. Związana bardzo elastycznymi gumkami odbijała się od małej trampolinki po 5 m w górę. Myślałam, że będzie przerażona. Ale jak to matka może się pomylić... Śmiała się jak wariat.Jedne z pierwszych zdjęć moim nowym, wymarzonym aparatem. Musiałam się pochwalić :) Choć prawda jest okrutna - nie umiem robić zdjęć, nawet najbardziej wypasionym sprzętem. Takich, jak bym chciała. Podszkolę się. Teraz muszę.
Ostatnie idealnie oddaje osobowość mojego dziecka :) Nie do zapisania na żadnych nośnikach. Biegająca bomba zegarowa.
buziaki pysiaki
małe zwierzaki :)
B.
28.4.12
szkatułka na skarby
Zakochałam się tej wiosny :) To miłość nieodwzajemniona, można powiedzieć platoniczna nawet. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się poznać obiekt moich uczuć jak mi obiecano :) Rzecz dotyczy Amphorowego pudełka w peonie... Jest cudne i idealnie pasuje do mojej pracowni marzeń. Dżoł [prezesowa Amphory] tworzy przepiękne rzeczy w fajnym klimacie. Muszę przyznać, ze nie lubiłam nigdy decoupage, zwłaszcza w tym wydaniu najbogatszym - z masą ozdóbek, spękań, złotych reliefów... Bleh :) Te tu mi się podobają, fajnie dobrane wzory, zwłaszcza te graficzne. Kiedy moje pudełeczko przyjedzie będę mogła powiedzieć coś więcej.
Tymczasem liście wybuchły mi za oknem... Nie mogę się przyzwyczaić, jak co roku. To dzieje się tak szybko, zupełnie inaczej działa niż ja... Zawsze muszę się zastanowić milion razy zanim się zabiorę za cokolwiek. A wiosna uderza z zaskoczenia :) [czy na początku maja można mówić jeszcze o zaskoczeniu? chyba tylko ja to tak odbieram]. Jeszcze tydzień tamu zastanawiałam się czy nie założyć zimowej kurtki, a dziś... Mam już dość tego upału :) Najbardziej doskwiera mi brak rolety w mojej pracowni. Nadal mam gołe okna, okna południowe, przez większą cześć dnia nie da się nic robić w oślepiającym słońcu... Nie narzekam jednak :) Dziś uszyję rolety ze starej kołdry i będzie ok. A! Zapomniałam wspomnieć, uszyję, a jakże - mam nową maszynę :))) Możliwe więc, że na blogu pojawią się fajne różności, nie tylko papierowe. O ile uda mi się zabrać do pracy nad masą projektów.
Tymczasem liście wybuchły mi za oknem... Nie mogę się przyzwyczaić, jak co roku. To dzieje się tak szybko, zupełnie inaczej działa niż ja... Zawsze muszę się zastanowić milion razy zanim się zabiorę za cokolwiek. A wiosna uderza z zaskoczenia :) [czy na początku maja można mówić jeszcze o zaskoczeniu? chyba tylko ja to tak odbieram]. Jeszcze tydzień tamu zastanawiałam się czy nie założyć zimowej kurtki, a dziś... Mam już dość tego upału :) Najbardziej doskwiera mi brak rolety w mojej pracowni. Nadal mam gołe okna, okna południowe, przez większą cześć dnia nie da się nic robić w oślepiającym słońcu... Nie narzekam jednak :) Dziś uszyję rolety ze starej kołdry i będzie ok. A! Zapomniałam wspomnieć, uszyję, a jakże - mam nową maszynę :))) Możliwe więc, że na blogu pojawią się fajne różności, nie tylko papierowe. O ile uda mi się zabrać do pracy nad masą projektów.
miłego weekendu :))
B.
25.4.12
grochy i kropeczki oraz odrobina róż
Dostałam je :) Jupidijej jak mawia kot z jakiejś bajki... Moje nowe tkaninki w piękne wzorki. Gdybym mogła to bym zjadła. Najpiękniejsza oczywiście ta w falowany wzór lub jak kto woli wzór włosowy, na drugim miejscu czekoladowe róże, ale wszystkie są moje ulubione. Lubię takie graficzne motywy. Tylko teraz odrobinkę czasu wyłuskać, żeby coś z nich zrobić... :)
miłej nocy :)
B.
22.4.12
nijak na wspak
Coś dzisiaj mam taki niewyraźny dzień... Niby niedziela, powinno być leniwie. Że odpoczynek, że coś. A tu nic, zero odpoczynku. Kiedy wiem, że nie zrobiłam nic ważnego, czuję niepokój jakiś. Snuję się tylko i myślę o tym, że zaprzepaściłam dzień. Też tak macie? Może ja nie umiem się relaksować po prostu... Śmiałam się z mojej babci, ona nie potrafi usiąść i nic nie robić. Ja jeszcze potrafię, ale już czuję, że nie powinnam.
Od miesiąca mam nową pracownię i nie potrafię nad nią zapanować. W głowie widzę jak powinna wygadać i mam świadomość jak długa do tego droga. Mam milion pomysłów na nową biżuterię. Pół miliona pomysłów na szkicowniki i albumy dla dzieci. Mam nawet nowe tkaniny :) Tylko... Sama nie wiem co ze sobą robić. Jutro od rana ciężki dzień...
Na fotce odgrzewany kotlet sprzed dwóch tygodni. Naszyjnik na zamówienie, taki trochę alicjowy wyszedł, podobał mi się. Odleciał już jednak w siną dal :)
Od miesiąca mam nową pracownię i nie potrafię nad nią zapanować. W głowie widzę jak powinna wygadać i mam świadomość jak długa do tego droga. Mam milion pomysłów na nową biżuterię. Pół miliona pomysłów na szkicowniki i albumy dla dzieci. Mam nawet nowe tkaniny :) Tylko... Sama nie wiem co ze sobą robić. Jutro od rana ciężki dzień...
Na fotce odgrzewany kotlet sprzed dwóch tygodni. Naszyjnik na zamówienie, taki trochę alicjowy wyszedł, podobał mi się. Odleciał już jednak w siną dal :)
odchodzę uratować resztki dnia
na pewno uda mi się coś zrobić jeszcze :)
buziaki
B.
13.4.12
papirell
Zmian początek. Nie mam niestety czasu zmienić dziś wszystkich bannerków, ale w Pakamerze jest już moja nowa nazwa i tymczasowe logo, z braku pomysłu na jakieś lepsze... Zajmę się nim w weekend i mam nadzieję, że coś z tego będzie. Czekam teraz, aż przyjadą wszystkie moje skarby i zaczynamy pracę pełną parą :)) Szkoda mi trochę Beniaminki, przywiązałam się... Ale zmiany czasem są dobre, czyż nie? :)
Papirell wita na świecie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















